Bez tytułu.
Spóźniłam się na autobus, stałam na przystanku czekając na następny kiedy podeszła do mnie skromnie ubrana babuleńka
- ma pani może 50 groszy, albo chociaż 20?
- a do czego pani brakuje?
- do chleba…
- odpowiedziała, a w jej szklistych oczach obijało się zażenowanie i wstyd
- chodźmy do tego sklepu tu za rogiem, kupię pani ten chleb.
Wzięłam babuleńkę pod ramię i poszłyśmy. Po drodze wypytałam babcię o jej byt, okazało się że żyje sama za 150 zł miesięcznie z opieki, które ktoś jej kilka dni temu ukradł i od tych kilku dni jej jedynymi posiłkami są obiady wydawane przy kościele…
Zrobiłam jej podstawowe zakupy, co chwilę dopytując się na co jeszcze ma ochotę.
- pani tyle nie kupuje, po co to? ja sobie zjem ten chlebek który mi pani kupiła, popiję wodą i jakoś to będzie
- pani sobie nie żartuje, herbatę pani w domu ma? nie? to bierzemy i cukier, a do chlebka co pani by zjadła?
- babcia ze łzami w oczach mówiła co lubi, a ja prosiłam o kolejne produkty
- no to jeszcze pani powie jakie ciacho by pani zjadła do tej herbatki :)? pączek z różanymi konfiturami, o z całą pewnością będzie pyszny też poprosimy :)
Kiedy zrobiłyśmy zakupy babci spływały po policzkach łzy, mi też.
Tak sobie myślę, że miałam się spóźnić na ten dzisiejszy autobus właśnie po to, by móc pomóc tej kobiecie…
Orginał: nie-codzienna 2010-09-16